Koszyk
- No products in the cart.
Razem:
0,00zł

Najczęściej tłumaczenia ustne wykonuję na sali sądowej. Ten rodzaj tłumaczenia ustnego to przeważnie połączenie tłumaczenia szeptanego (symultanicznego) i konsekutywnego. To znaczy, że przebieg rozprawy tłumaczę obcokrajowcom na ucho (tzw. „szeptanka” lub liaison) w czasie rzeczywistym, a z kolei ich zeznania bądź wyjaśnienia przekładam dla sądu i drugiej strony w przerwach pomiędzy fragmentami wypowiedzi. W tłumaczeniu konsekutywnym często przydaje się kieszonkowy notes widoczny na zdjęciu powyżej. Notuję w nim np. cyfry, nazwiska, itp.
Tłumaczenia ustne czynności notarialnych zwykle wykonuję metodą a vista. Polega ona na tym, że najpierw notariusz odczytuje treść aktu notarialnego, po czym ja dokonuję przekładu jego treści na głos na język angielski w oparciu o projekt tego aktu w język polskim, który mam wydrukowany przed sobą. Tłumaczenia ustne notarialne na pewno są mniej stresujące, niż tłumaczenia rozpraw sądowych, ale często wymagają znajomości języka budowlanego i związanego w nieruchomościami. Dlatego, żeby się lepiej przygotować, zwykle proszę klientów o przesłanie projektu aktu notarialnego przed tłumaczeniem ustnym w kancelarii notarialnej.
Tłumaczenia ustne symultaniczne, czyli takie tłumaczenia, gdy jednocześnie słucham, dokonuję w głowie przekładu usłyszanej treści i wypowiadam treść w drugim języku można podzielić na: tłumaczenia szeptane, tłumaczenia kabinowe (najczęściej na konferencjach) oraz tłumaczenia zdalne (RSI, tj. Remote Simultaneous Interpretation). O ile pierwszą kategorię, tzw. „szeptankę” już wspomniałem przy tłumaczeniach ustnych sądowych, to dwie kolejne wymagają dodatkowego opisania. Tłumaczeń ustnych kabinowych podejmuję się tylko pracując w parze z drugim tłumaczem (w slangu tłumaczy „konkabiną” lub „konkabinem” ;-)). Unikam zleceń tłumaczeń konferencyjnych poza tematyką prawniczą i ekonomiczną, ponieważ czas przygotowań do symultanki poza dziedziną specjalizacji potrafi wielokrotnie przekroczyć faktyczny czas wykonania tłumaczenia, przez co zlecenie może okazać się nieopłacalne.
Tłumaczenia ustne symultaniczne zdalne (RSI lub Remote Simultaneous Interpretation) to stosunkowo nowa podkategoria tłumaczeń symultanicznych. Rynek ten praktycznie nie istniał przed wybuchem pandemii Covid-19 na przełomie 2019 i 2020 roku. Jednak na skutek światowego lockdownu tłumaczenia ustne RSI okazały się jedyną możliwością porozumienia pomimo bariery językowej w wielu przypadkach. Pomijając szeroko pojętą branżę eventową, szczególnie często korzystającą z tłumaczy kabinowych, która dzięki RSI uniknęła konieczności organizacji kosztownych kabin w fizycznej obecności tłumaczy w miejscu wydarzenia, z tego rozwiązania zaczęły korzystać również polskie sądy. Coraz częściej, nawet po zakończeniu obostrzeń covidowych, okazuje się, że tłumaczenie ustne zdalne jest wygodną formą zapewnienia komunikacji pomiędzy sądem, a uczestnikami postępowania, szczególnie w sprawach spadkowych i rodzinnych.
Pomimo, że wśród tłumaczy przysięgłych najwięcej jest tłumaczy języka angielskiego, dostępnych na liście tłumaczy Ministerstwa Sprawiedliwości, to znalezienie tłumacza ustnego na rozprawę nieraz przyprawia pracowników sądów o ból głowy. Dlaczego tak się dzieje?
Niewiele osób wie, że podstawowa stawka urzędowa za godzinę tłumaczenia ustnego angielskiego wynosi 58,64 zł i jest to ułamek stawki za tłumaczenie ustne na wolnym rynku. Nic dziwnego, że wielu tłumaczy unika słabo płatnych tłumaczeń ustnych w sądzie, które dodatkowo wiążą się przecież z dużą odpowiedzialnością i stresem np. w sprawach karnych lub rozwodowych.
Pamiętam jak dziś swoje pierwsze tłumaczenie ustne, w X Wydziale Gospodarczym Sądu Okręgowego we Wrocławiu, dotyczące sporu o ponad 100 tysięcy euro, na które szedłem świeżo po zaprzysiężeniu w ministerstwie, lekko zielony – dosłownie i w przenośni 😉 Pomimo stresu i kilku próśb o przerwę sąd przeprowadził kilkugodzinną rozprawę do końca, a pani sędzia szczerze mi podziękowała i obiecała zachować kontakt. Od tamtej pory na tłumaczeniu ustnym w sądzie spędziłem dziesiątki, a może i setki godzin.
Lubię gwar korytarza sądowego, lubię raz po raz spotkać znajomych ze studiów i poprzedniej pracy, dziś wziętych adwokatów i radców prawnych. Lubię napięcie przed wejściem na salę rozpraw i, chyba przede wszystkim, lubię czuć, że niosę realną pomoc sądowi i obcokrajowcom, których tłumaczę. Bezcenne są dla mnie słowa podziękowania i uznania za wykonaną pracę i zawsze miło mi, gdy w ślad za tłumaczeniem ustnym podąża zlecenie tłumaczenia pisemnego. Poza tym wyjście na tłumaczenie ustne to doskonały przerywnik w samotnej pracy nad tłumaczeniami pisemnymi.

Co prawda jako tłumacz przysięgły pełnię rolę służebną w stosunku do sądu, ale jest to rola istotna, ponieważ zapewnia realizację konstytucyjnego prawa do sądu i prawa do bycia wysłuchanym. Dzięki ustnym tłumaczeniom sądowym oglądam od środka fascynujące miejsca, jak np. szpital psychiatryczny przy areszcie śledczym lub zakład karny. Mam nadzieję, że większość niespodzianek jeszcze przede mną…